Miejskie legendy
Wrocław, miasto o tysiącletniej historii, aż po brzegi wypełnione jest barwnymi opowieściami. Legendy te, choć owiane magią, często kompromitują miejscowe wierzenia i duchy przeszłości, czyniąc spacer po mieście wyjątkowym doświadczeniem. Poniżej przedstawiam wybrane legendy, które nadal żyją w zakamarkach Ostrowa Tumskiego i Starego Miasta.

O założeniu Wrocławia – książę Wratislav
Według legendy, Wrocław założył czeski książę Wratislav, panował w latach 915–921, a nazwa miasta pochodzi właśnie od jego imienia. To romantyczne podanie tłumaczy genezę nazwy grodu. Historycy jednak wskazują, że pierwszy gród na Ostrowie Tumskim zbudował książę polski Mieszko I w 985 r.
Wrocław na przestrzeni wieków nosił wiele nazw, które odzwierciedlały zmiany językowe i polityczne, a to najczęściej spotkane:
- Vratislavia – łacińska forma nazwy, używana od średniowiecza (od imienia księcia czeskiego Wratislava).
- Wratislaw / Wratislava – wczesne zapisy słowiańskie.
- Breslau – niemiecka nazwa miasta, funkcjonująca od średniowiecza aż do 1945 roku.
- Wrocław – polska nazwa, pojawiająca się już w średniowieczu, a oficjalnie przywrócona po II wojnie światowej.
- Vratislav – czeska forma, stosowana w dokumentach, gdy miasto należało do Korony Czeskiej.
- Wrotizla / Wrotizlava – dawne warianty zapisywane w kronikach średniowiecznych.
Smok ze Strachocina – Strachota
Strachocińskie lasy miały kiedyś swoją bestię – smoka o imieniu Strachota, który terroryzował mieszkańców, porywając bydło i ludzi. W końcu odwaga młodego Konrada – który wypił wodę z magicznego źródła – zaprowadziła go do pojedynku, w którym smok został poważnie ranny. Niedługo potem zjadł trujące grzyby i zginął, a las, który go gościł, nazwano Lasem Strachocińskim. Z czasem powstała tu osada Strachocin.
Brama Kluskowa – skamieniała kluska
Na Ostrowie Tumskim, w murach jednej z bram, znajduje się rzeźba przypominająca… kluski. Legenda głosi, że pewien mężczyzna obiecał swojej ukochanej najlepsze kluski, ale zjadł je wcześniej. W odpowiedzi kluska wzniosła się w powietrze i skamieniała tam na wieczność – symbol niespełnionych obietnic i lokalnego humoru.
Głowa Henryka – kamienna twarz w murze katedry
Na murze katedry św. Jana Chrzciciela widać kamienną twarz – to ponoć Henryk, złotnik, który zakochał się w córce swego mistrza. Gdy ich miłość została odkryta, został wygnany. W przypływie rozpaczy podpalił dom mistrza, a podczas ucieczki przez okno spadł i… jego głowa pozostała zaklęta w kamieniu, by wiecznie spoglądać na Wrocław.
Most Pokutnic (Most Czarownic)
Znajdujący się między wieżami kościoła św. Marii Magdaleny most zyskał miano „Mostku Pokutnic”. Legenda mówi, że na moście swoje winy miały pokutować dziewczęta, które nie chciały wypełnić swojej roli i wyjść za mąż, a wiodły rozpustny tryb życia. Podobno w nocy można dostrzec ich cienie – teraz ich dusze wędrują między wieżami, pokutując nad podejmowanymi wyborem życia.
Architekt mostu i samobójstwo
Inna, mniej znana legenda, mówi o architekcie Mostu Grunwaldzkiego – Richardzie Plüddemannie. Miał (według plotek) popełnić samobójstwo z winy lęku, że most się zawali – co nigdy nie zostało potwierdzone. To opowieść o lęku, odpowiedzialności i cieniu geniuszu.
Pilot pod Mostem Grunwaldzkim
Jedna z najbardziej odważnych miejskich legend mówi, że w latach 50. XX w. zakochany pilot akrobata – prawdopodobnie Stanisław Maksymowicz – wleciał małym samolotem pod przęsło Mostu Grunwaldzkiego, chcąc zaimponować ukochanej stojącej nad brzegiem Odry. Choć sam pilot temu zaprzeczył, opowieść stała się trwałym elementem lokalnego folkloru. Nie ma pewności co do daty – niektórzy podają 1951, inni 1952 – ani co do modelu samolotu (CSS-13, Zlin, Stieglitz)